Krótka charakterystyka Hondy Civic IV – o co tyle hałasu?
Lata produkcji, segment i miejsce w gamie Hondy
Czwarta generacja Hondy Civic (oznaczenie fabryczne EC/ED/EE/EF, potocznie „Civic 4G”) debiutowała w 1987 roku, a produkowana była do 1991/1992 w zależności od rynku. Był to klasyczny kompakt segmentu C, pozycjonowany powyżej małego modelu City, a poniżej większego Accorda. W gamie Hondy pełnił rolę auta rodzinno-miejskiego, ale z mocnym akcentem na lekkość i właściwości jezdne, co w tamtym okresie wyróżniało go na tle wielu rywali.
Civic IV wychodził w kilku wariantach nadwoziowych: trzydrzwiowy hatchback, czterodrzwiowy sedan, praktyczny Shuttle (kombivan) oraz spokrewniony, ale osobno pozycjonowany CRX. Wszystkie korzystały z tej samej filozofii konstrukcyjnej: prosta, ale dopracowana technika, kompaktowe rozmiary i możliwie niska masa własna.
Był to czas, kiedy Hondę napędzała ambicja z Formuły 1 i sportów motorowych. Znaczna część technologii – jak podwójne wahacze przy każdym kole czy wysokoobrotowe silniki – była efektem doświadczeń z toru. Civic IV został więc zbudowany nie jako „tańsza alternatywa Golfa”, lecz jako osobna szkoła myślenia o kompaktowym samochodzie.
Najważniejsze wyróżniki: lekkość i podwójne wahacze
Honda Civic IV generacji była w swoich czasach jednym z lżejszych kompaktów. Masa dobrze wyposażonej wersji często zamykała się w okolicach 900–950 kg, a bazowe odmiany schodziły jeszcze niżej. W połączeniu z silnikami o mocy rzędu 75–130 KM dawało to bardzo korzystny stosunek masy do mocy. Stąd wrażenie, że „to jedzie lepiej, niż wynika z papieru”.
Najbardziej ikonicznym elementem technicznym są podwójne wahacze przy każdym kole. To rozwiązanie częściej kojarzy się z autami sportowymi i droższymi sedanami, a nie z prostym kompaktem. Daje ono dużą precyzję prowadzenia, stabilny kąt pochylenia kół w zakręcie i przewidywalne reakcje zawieszenia. W praktyce oznacza to:
- bardzo dobrą przyczepność przodu,
- czytelną informację z układu kierowniczego,
- chęć do zmiany kierunku nawet przy niewielkim ruchu kierownicą.
Do tego dochodzą wysokoobrotowe jednostki D- i B-series, których charakter mocno odróżnia Civica od większości współczesnych kompaktów. Silniki te są z natury „chętne do obrotów”, co szczególnie czuć w wersjach z VTEC.
Co dziś przyciąga do Civica IV jako youngtimera
Dla kogoś, kto szuka youngtimera, Honda Civic IV kusi z kilku stron jednocześnie. Z jednej strony ma bardzo wyraźny klimat przełomu lat 80. i 90. – ostre linie nadwozia, prosty, funkcjonalny kokpit, cienkie słupki i duże przeszklenia. Z drugiej – nie jest to tylko „ładny pudełek na kołach”, ale auto, które prowadzi się zaskakująco nowocześnie.
Kusząca jest również szeroka dostępność części zamiennych. Po latach obecności na rynku i ogromnej popularności w świecie tuningu i motorsportu, do Civica IV można dobrać różne warianty:
- części oryginalne Hondy (choć coraz rzadsze i droższe),
- sporo zamienników dobrej jakości,
- ogromny rynek części używanych i tuningowych (zwłaszcza wśród fanów Hondy).
Do tego dochodzi łatwa, klasyczna mechanika – bez rozbudowanej elektroniki, bez skomplikowanych systemów wspomagających, które po latach bywają źródłem problemów. Civic IV to jeden z tych samochodów, które wciąż da się serwisować „w garażu”, mając podstawowe narzędzia, manual serwisowy i odrobinę cierpliwości.
Mit vs rzeczywistość: „to tylko stary, tani kompakt”
Istnieje przekonanie, że „Civic IV to zwykły, stary, tani kompakt – nic specjalnego”. Tu zderzają się dwa światy. Dla kogoś, kto patrzy wyłącznie przez pryzmat rocznika i przebiegu, może to być „kolejna stara puszka z Japonii”. Dla kogoś, kto jeździł współczesnymi autami miejskimi – różnica w prowadzeniu jest natychmiastowa.
Współczesne miejskie hatchbacki są zwykle:
- cięższe o 200–300 kg,
- uzbrojone w grubą warstwę elektroniki,
- bardziej nastawione na komfort i wygłuszenie niż na bezpośredniość.
Civic IV jest odwrotnością: mało izolacji, dużo mechanicznego „czucia”. Owszem, szumi bardziej na autostradzie, ale też znacznie wyraźniej komunikuje, co robią koła.
Rzeczywistość jest więc taka: to nie jest „tylko stary kompakt”, ale przykład szkoły projektowania, która dziś praktycznie zanikła. Szczególnie doceni to ktoś, kto lubi prostą technikę, wyraźny kontakt z drogą i auto, które reaguje natychmiast na polecenia kierowcy.
Tło historyczne – jak Civic IV wpisał się w przełom końca lat 80.
Od Civica I do III – droga do „czwórki”
Pierwsze trzy generacje Civica były odpowiedzią Hondy na potrzeby globalnego rynku małych aut. Pierwsza generacja (lata 70.) to proste, lekkie auto miejskie z niewielkimi silnikami. Druga i trzecia stopniowo rosły, poprawiały komfort i bezpieczeństwo, ale wciąż pozostawały relatywnie prostymi konstrukcjami.
Civic III (1983–1987) był już pierwszym poważnym krokiem w stronę bardziej zaawansowanej techniki – pojawił się m.in. CRX jako sportowy wariant. Jednak dopiero Civic IV wprowadził:
- pełny system podwójnych wahaczy przy każdym kole,
- bardziej dopracowaną aerodynamikę,
- nową generację silników D-series oraz dostęp do jednostek B-series na niektórych rynkach,
- wyraźnie wyższą jakość wnętrza.
Przeskok między Civikiem III a IV jest większy, niż sugerowałby sam numer generacji. Dla wielu fanów jest to początek tzw. „złotej ery Hondy”, trwającej przez IV i V generację Civica oraz równoległe modele jak Integra czy pierwsze VTEC-owe CRX-y.
Konkurencja z epoki: Golf II, Corolla, 205, Kadett
Pod koniec lat 80. segment kompaktów był już mocno nasycony. Na rynku dominowały:
- Volkswagen Golf II – wzór trwałości, ale dość konserwatywny w prowadzeniu,
- Toyota Corolla E90 – solidna, spokojna konstrukcja,
- Peugeot 205 – lekki, zwinny, lecz gorzej zabezpieczony antykorozyjnie,
- Opel Kadett E – popularny, ale dość przeciętny pod względem wrażeń z jazdy.
Na tym tle Honda Civic IV wyróżniała się:
- bardziej sportowym charakterem prowadzenia w standardowych wersjach,
- pełnymi podwójnymi wahaczami zamiast prostszych kolumn McPhersona z tyłu,
- silnikami chętnie wchodzącymi na wysokie obroty,
- poczuciem „lekkości” – zarówno konstrukcyjnej, jak i w odbiorze kierowcy.
Mit funkcjonujący wśród części kierowców mówi, że „Golf II prowadzi się najlepiej w swojej klasie”. Zderzenie z zadbanym Civikiem IV często koryguje to wyobrażenie – Golf jest stabilny i przewidywalny, ale Civic reaguje szybciej i ma przy tym bardzo dobrą trakcję przedniej osi, zwłaszcza na dobrym ogumieniu.
Kontekst technologiczny: „golden era Honda”
Lata 80. to okres, kiedy japońscy producenci, szczególnie Honda, mocno inwestowali w technikę. Honda miała za sobą doświadczenia z Formuły 1 i wyścigów samochodowych. Zamiast kopiować europejskie rozwiązania, wypracowała własną filozofię: wysokoobrotowe, trwałe silniki i zaawansowane zawieszenia w „zwykłych” autach.
„Złota era Hondy” to właśnie czas powstawania:
- pierwszych seryjnych silników VTEC,
- sportowych wersji CRX z B16,
- Integrach i Prelude’ach z bardzo dopracowaną kinematyką zawieszeń,
- Civiców IV i V generacji, które do dziś mają status „driver’s car” – aut nastawionych na kierowcę.
Civic IV wpisuje się w ten okres jako model, który łączy codzienną użyteczność (zwłaszcza w wersjach 4D i Shuttle) z techniką, którą normalnie kojarzy się ze sportem. Dlatego dziś jest tak atrakcyjny jako baza do budowy projektów torowych, a jednocześnie jako lekki youngtimer do jazdy rekreacyjnej.
Jak Civic IV trafił do Europy i do Polski
Civic IV był dostępny w oficjalnej dystrybucji na wielu rynkach europejskich, szczególnie w Niemczech, Wielkiej Brytanii, krajach Beneluksu i Skandynawii. W Polsce w czasie produkcji był praktycznie nieobecny w salonach – wtedy rynek nowy dopiero raczkował, a import nowych japońskich aut był marginalny.
Prawdziwa fala Civiców IV trafiła do Polski w latach 90. i na początku 2000. jako auta używane z Niemiec, Szwajcarii, Holandii czy Włoch. Znane określenie „skarb od Niemca” często dotyczyło właśnie zadbanych Hond przywożonych po kilku latach eksploatacji na Zachodzie. Wiele takich aut zostało później dość mocno zużytych na polskich drogach, ale z perspektywy rynku klasyków to właśnie te egzemplarze stanowią dziś bazę do renowacji.
Co ciekawe, przez długi czas Civic IV był traktowany jako tanie, szybkie auto dla młodych. Stąd sporo egzemplarzy przeszło przez falę tuningów – często niskobudżetowych i nieprzemyślanych. Paradoksalnie, właśnie to powoduje, że oryginalne, niemodyfikowane Civiki IV są dziś coraz rzadsze i bardziej pożądane.
Nadwozia i wersje – hatchback, sedan, Shuttle, CRX
Przegląd dostępnych nadwozi i ich charakter
Civic IV generacji występował w kilku wariantach nadwoziowych, które różnią się nie tylko wyglądem, lecz także zastosowaniem i potencjałem jako youngtimer:
- 3-drzwiowy hatchback – najpopularniejsza wersja w Europie. Lekka, kompaktowa, często wybierana jako baza do projektów sportowych i track day’owych. Charakterystyczna, dość prosta linia nadwozia z dużą tylną klapą.
- 4-drzwiowy sedan – nieco dłuższy, z osobnym bagażnikiem. Wizualnie bardziej „grzeczny”, ale wciąż lekki i z tym samym zawieszeniem. Często lepiej zachowane egzemplarze, bo wcześniej służyły jako spokojne auta rodzinne.
- Shuttle / Wagon – praktyczne, wysokie kombi (w niektórych odmianach także z napędem na cztery koła RealTime 4WD). Najbardziej funkcjonalne nadwozie, rzadziej spotykane, przez co dziś ciekawsze kolekcjonersko.
- CRX – formalnie osobny model, ale technicznie bardzo blisko spokrewniony z Civikiem. Dwumiejscowe coupé o wyraźnie sportowym charakterze, lżejsze i niższe, często z mocniejszymi silnikami.
Wszystkie te nadwozia korzystają z podobnej bazy technicznej: tej samej platformy i zawieszenia. Różnią się głównie rozstawem osi, długością i rozkładem mas, co przekłada się na odmienne wrażenia z jazdy – choć duch prowadzenia pozostaje wspólny.
Różnice praktyczne: codzienność, wyjazdy, projekty
Wybór nadwozia w przypadku Hondy Civic IV mocno decyduje o tym, jak auto będzie używane. Kilka scenariuszy:
- Daily z nutą klasyka – sedan: czterodrzwiowy Civic oferuje wygodniejszy dostęp do tyłu, lepszy bagażnik (choć o mniejszym otworze) i bardziej „cywilny” wygląd. Dla kogoś, kto chce jeździć Civikiem IV na co dzień, sedan często okazuje się bardziej praktyczny, a jednocześnie tańszy w zakupie niż hatchback czy CRX.
- Weekendowe auto do zabawy – hatchback: trzydrzwiowy Civic jest lżejszy, ma mniejszy tył i często bardziej „zadziorny” wygląd, zwłaszcza w niższym zawieszeniu i na dobrym kole. To ulubiona baza do projektów torowych, szczególnie pod swap na B16 czy B18.
- Rodzinny youngtimer – Shuttle: wysoka linia dachu i sporo przestrzeni z tyłu czynią z wersji Shuttle ciekawą alternatywę dla współczesnych małych minivanów. Do tego dochodzi efekt zaskoczenia – mało kto spodziewa się, jak zwinne może być „pudełkowate kombi” na podwójnych wahaczach.
- Projekt stricte sportowy – CRX: jeśli priorytetem jest frajda z jazdy i nie potrzebujesz więcej niż dwóch miejsc, CRX jest najbardziej rasowym wyborem. Krótka karoseria i niska masa czynią z niego bardzo ostrą zabawkę – ale kosztem praktyczności.
Stylistyka nadwozia – klin lat 80. bez przesady
Karoseria Civica IV to klasyczny dla końca lat 80. klin z wyraźnie pochyloną maską i dużą powierzchnią szyb. Nie ma tu jeszcze przesadnego „obłego” stylu lat 90., ale też daleko mu do pudełkowatości przełomu 70./80. Proporcje są proste: krótki przód, stosunkowo pionowa tylna ściana w hatchbacku i sedanie oraz mocno przeszklona kabina.
Ciekawostką jest aerodynamika: Honda poświęciła jej sporo uwagi, choć auto nie wygląda jak laboratorium tunelu aerodynamicznego. Drobne detale – kształt luster, linia maski, przetłoczenia na bokach – sprawiają, że Civic przy wyższych prędkościach zachowuje się stabilnie, a szumy powietrza nie są tak uciążliwe, jak w wielu europejskich konkurentach z epoki.
Mit bywa taki, że „stare japończyki są brzydkie i plastikowe”. W rzeczywistości kliniczna, czysta linia Civica IV starzeje się zaskakująco dobrze. Wystarczy zadbany lakier, oryginalne koło 14″ i seryjna wysokość zawieszenia, by auto nie wyglądało jak budżetowy tuning sprzed dwóch dekad.
Korozja i typowe bolączki blacharskie
Nawet najlepiej prowadzące auto nic nie znaczy, jeśli zjada je rdza. Civic IV nie jest tu wyjątkowy – ma swoje newralgiczne punkty, które dziś decydują o opłacalności zakupu:
- krawędzie tylnych nadkoli, szczególnie w hatchbackach,
- progi w okolicy punktów podparcia lewarka,
- dolne krawędzie drzwi,
- mocowania tylnej belki/zawieszenia,
- miejsce pod akumulatorem (zacieki kwasu w starszych egzemplarzach).
Wiele egzemplarzy było łatanych „na szybko”: nakładkami, szpachlą, płatami blachy z marketu. Z zewnątrz potrafią wyglądać nieźle, a prawdziwy stan wychodzi dopiero po zdjęciu plastikowych progów lub wykładzin. Dlatego oglądając auto, lepiej poświęcić godzinę więcej na demontaż kilku elementów niż później żałować przy pierwszej próbie podniesienia auta na podnośniku.
Mit brzmi: „japońskie auta z lat 80. wszystko gnije, nie ma sensu ratować”. Rzeczywistość jest bardziej zniuansowana – dobrze zakonserwowany Civic IV potrafi wyglądać przyzwoicie nawet po ponad 30 latach. Problemem są raczej zaniedbania i tanie naprawy blacharskie, a nie sama konstrukcja.

Prosta, ale sprytna technika – zawieszenie, układ kierowniczy, hamulce
Podwójne wahacze – co to daje w praktyce
Kluczem do charakteru Civica IV jest zawieszenie z podwójnymi wahaczami przy każdym kole. Z technicznego punktu widzenia to rozwiązanie bardziej złożone niż klasyczny McPherson z przodu i belka skrętna z tyłu, ale daje ogromne możliwości kształtowania geometrii.
W skrócie: koło ma lepiej kontrolowany kąt pochylenia w trakcie ugięcia. Podczas pokonywania zakrętu opona zachowuje korzystniejszy kontakt z nawierzchnią, co przekłada się na przyczepność i „czucie” granicy uślizgu. Z przodu i z tyłu pracują oddzielne wahacze górne i dolne, z charakterystycznymi krótkimi ramionami górnymi przy kielichach.
W praktyce czuć to tak, że auto nie „kładzie się” bezradnie w zakręcie. Wchodzi, lekko się przechyla, a potem stabilizuje, utrzymując trakcję. Drobne nierówności w łuku nie rozbijają auta, tylko są filtrowane przez zawieszenie, które wciąż trzyma obrany tor jazdy.
Geometria i modyfikacje – gdzie łatwo przesadzić
Civic IV genialnie reaguje na zmiany geometrii i sprężyn, ale to miecz obosieczny. Delikatne obniżenie i poprawa kątów potrafią zmienić auto w mały gokart, natomiast przesada kończy się utratą tego, co w nim najcenniejsze.
Najczęstsze grzechy „garażowych” modyfikacji:
- zbyt duże obniżenie – powoduje pracę zawieszenia poza optymalnym zakresem kątów,
- „twarde bo sportowe” sprężyny bez zestrojenia amortyzatorów,
- brak korekty geometrii po zmianie zawieszenia,
- felgi o zbyt agresywnym ET, które psują scrub radius i reakcje układu kierowniczego.
Mit: „im twardsze i niższe, tym lepiej się prowadzi”. Na Civicu IV to szczególnie łatwo obalić – fabrycznie już jest sprężysty i stosunkowo sztywny jak na auto z końca lat 80. Umiarkowane, świadome modyfikacje podkreślają jego charakter, ekstremalne – zabijają progresję i czytelność zachowania.
Układ kierowniczy – lekkość bez sztuczności
W większości wersji zastosowano klasyczny hydrauliczny wspomagany układ kierowniczy o dość szybkim przełożeniu. Kierownica jest niewielka, smukła w wieńcu, bez nadmuchanego „sportu”. Reakcje na ruchy są natychmiastowe – minimalne korekty wystarczą, by wyznaczyć nowy tor jazdy.
Co istotne, nawet ze wspomaganiem układ nie jest odizolowany. Na dobrej oponie kierowca czuje, co dzieje się z przednimi kołami: kiedy zaczynają puszczać, kiedy opona walczy z koleiną, kiedy auto wjeżdża na inną fakturę asfaltu. To jedna z przyczyn, dla których Civic IV jest znakomitym „nauczycielem” jazdy – informuje, zamiast zaskakiwać.
Przy zakupie warto zwrócić uwagę na luzy na maglownicy, stan końcówek drążków i sworzni. Spora część egzemplarzy ma za sobą wiele lat jazdy po dziurach i torach, a precyzja układu szybko znika, jeśli od dawna nikt nie inwestował w nowe elementy dobrej jakości.
Hamulce – przyzwoite, ale bez cudów
Fabryczne hamulce Civica IV zależą mocno od wersji silnikowej i rynku. Słabsze odmiany dostały tarcze z przodu i bębny z tyłu, mocniejsze – tarcze na obu osiach. Średnice tarcz z dzisiejszej perspektywy wydają się niewielkie, ale masa auta również jest skromna.
Do spokojnej jazdy i okazjonalnej zabawy seryjny układ, odświeżony:
- dobrymi klockami,
- nowymi przewodami elastycznymi,
- świeżym płynem o wyższej temperaturze wrzenia,
- sprawnymi zaciskami,
wystarcza w zupełności. Problemy zaczynają się przy dłuższych sesjach torowych – wtedy przegrzewanie i fading są nieuniknione.
Popularnym kierunkiem jest swap większych hamulców z nowszych modeli Hondy (np. Civic V/VI, Integra), często plug&play lub z drobnymi adapterami. To rozsądna droga, jeśli auto ma obsłużyć mocniejsze silniki czy intensywne użytkowanie sportowe.
Silniki D i B – od spokojnych 1.3 po wysokoobrotowe VTEC
Rodzina D – proste, lekkie, zaskakująco żywotne
Silniki serii D to serce większości „zwykłych” Civiców IV. To czterocylindrowe rzędówki SOHC, z napędem rozrządu paskiem i aluminium w bloku i głowicy (z żeliwnymi tulejami cylindrów). Pojemności od 1.3 do 1.6 litra, z wtryskiem gaźnikowym lub elektronicznym, zależnie od rynku i wersji.
Typowe cechy D-serii:
- lekkość – silniki są kompaktowe i nieduże,
- chęć do obrotów nawet w słabszych odmianach,
- prosta konstrukcja, ułatwiająca serwis w garażu,
- zaskakująca trwałość przy regularnych wymianach oleju.
W codziennym użytkowaniu D13 czy D14 nie robią „wow” na prostych, ale w lekkim Civicu wystarczają, by dynamicznie poruszać się po mieście. D15 i D16, szczególnie z wtryskiem, potrafią już zapewnić naprawdę żwawe przyspieszenie, o ile kierowca nie boi się utrzymywać wyższych obrotów.
Rodzina B – wyższa półka i VTEC
Seria B to już „wyczynowa” strona oferty Hondy z tamtego okresu. Dwugłowicowe DOHC, często z systemem VTEC, wyższe obroty, więcej mocy z litra. W Civicu IV i spokrewnionym CRX-ie kluczową rolę odegrał B16A – 1.6 litra, 16 zaworów, w niektórych wersjach z mocą przekraczającą 150 KM.
Działanie VTEC w prostych słowach: przy niższych obrotach pracuje łagodniejszy profil krzywek (ekonomia, elastyczność), a przy wyższych – agresywny, sportowy. Zmiana następuje w okolicach 5–6 tys. obr./min (zależnie od wersji), co objawia się zarówno skokiem mocy, jak i zmianą brzmienia. W lekkim Civicu IV odczucie jest bardzo wyraźne – jakby w połowie skali obrotów ktoś włączył drugi silnik.
Mit krążący wokół B16 mówi, że „to silnik nie do zajechania”. Rzeczywiście, przy regularnym serwisie i dobrym oleju przesuwa granicę trwałości bardzo daleko. Natomiast zaniedbane egzemplarze, katowane na zimno i bez kontroli poziomu oleju, potrafią dość szybko odwdzięczyć się głośną pracą, spadkiem kompresji lub nawet awarią. Wysokie obroty nie wybaczają bylejakości obsługi.
Charakter jazdy – kiedy obroty stają się nawykiem
To, co łączy D i B, to specyficzna „kultura obrotów”. W przeciwieństwie do wielu współczesnych jednostek turbo, które ciągną od dołu i kończą show przy 5–6 tys., w Civicu IV życie zaczyna się właśnie tam, gdzie inne wolnossące silniki się kończą.
Przykładowy scenariusz: kierowca przesiada się z turbodiesla do Civica IV 1.6. Początkowo ma wrażenie, że „to w ogóle nie jedzie”, bo zmienia biegi przy 3 tys. obr./min. Po kilku dniach, kiedy zaczyna korzystać z 5–7 tys., odkrywa, że auto potrafi być bardzo szybkie w realnym ruchu. Wymaga po prostu innego stylu – aktywnej zmiany biegów i korzystania z zakresu mocy tam, gdzie został zaprojektowany.
Silniki te lubią obroty, ale nie znoszą zaniedbań. Kluczowe punkty kontroli przy zakupie to:
- stan rozrządu (historia wymian, jakość części),
- ciśnienie oleju i ogólny stan smarowania (kontrola wycieków, dymienia),
- kultura pracy na zimno i na ciepło,
- reakcja na wejście VTEC (w B-serii) – czy „zaskakuje” równo i przewidywalnie.
Swapy – kusząca droga na skróty
Civic IV jest jednym z najpopularniejszych aut do swapów silnikowych. Z technicznego punktu widzenia zamiana D-serii na B-serię jest dobrze rozpoznana: dostępne są adaptery, wiązki, uchwyty, a internet pełen jest opisów zrealizowanych projektów.
Pułapki zaczynają się, gdy projektowanie kończy się na „wejdzie–nie wejdzie”. Większa moc i obroty wymagają:
- mocniejszych hamulców,
- lepszych opon,
- odświeżonego zawieszenia,
- sprawnego chłodzenia.
Mit mówi: „wsadzę B16/B18 i będę miał rakietę”. Rzeczywistość: bez kompleksowego podejścia skończy się na szybkim aucie, które nie hamuje, przegrzewa się i pływa po drodze. Najlepsze projekty to te, gdzie silnik jest ostatnim ogniwem układanki, a nie pierwszym.
Wnętrze i ergonomia – ascetyczna kabina, która nie przeszkadza w jeździe
Deska rozdzielcza – prostota zamiast „fajerwerków”
Wnętrze Civica IV jest bardzo oszczędne stylistycznie. Deska rozdzielcza ma wyraźnie poziomy układ, z klasycznym zestawem zegarów na wprost kierowcy i prostym panelem środkowym. Materiały to głównie twarde plastiki, ale dobrze spasowane, bez przesadnej gry faktur i kształtów.
Największą zaletą jest czytelność: duży prędkościomierz, często towarzyszący mu równie wyraźny obrotomierz, proste ikonki, logiczne przełączniki. Po kilku minutach za kierownicą wszystko obsługuje się „z pamięci mięśniowej”, bez szukania funkcji po menu.
Mit: „twardy plastik = kiepskie wnętrze”. W Civicu IV ważniejsza od miękkości jest trwałość. W wielu egzemplarzach po latach nie ma większych pęknięć, a jedyne ślady zużycia to przetarta kierownica czy gałka zmiany biegów. Brak modnych wstawek z miękkich pianek sprawia, że po prostu nie ma co się rozwarstwiać i łuszczyć.
Fotele i pozycja za kierownicą
Fotele w Civicu IV są stosunkowo wąskie, z umiarkowanymi boczkami. Nie przypominają kubełków, ale całkiem nieźle trzymają ciało w zakrętach, zwłaszcza w lepiej wyposażonych wersjach. Regulacja jest prosta: przód–tył, oparcie, czasem wysokość.
Przestrzeń z przodu i z tyłu – iluzja kompaktów z lat 80.
Z zewnątrz Civic IV wygląda na typowego, niewielkiego kompaktu tamtej epoki. W środku zaskakuje jednak ilością miejsca, zwłaszcza na szerokość. Honda dobrze rozplanowała kabinę: cienkie boczki drzwi, zwarta deska, brak masywnego tunelu środkowego sprawiają, że kierowca i pasażer nie „walczą” o łokcie.
Tył to klasyka kompaktów: dwie osoby podróżują wygodnie, trzecia – tylko na krótszych dystansach. Miejsca na nogi jest więcej, niż sugeruje sylwetka auta, ale wysokie osoby szybko dotkną głową podsufitki, szczególnie w wersjach z szyberdachem. To nie jest kanapa do długich autostradowych przelotów w pięć osób, raczej rozsądny kompromis między funkcjonalnością a zgrabną linią nadwozia.
Popularny zarzut: „stare kompakty są klaustrofobiczne”. Civic IV jest dobrym kontrprzykładem – duże przeszklenia, cienkie słupki i nisko poprowadzona linia okien dają świetną widoczność, której brakuje wielu współczesnym, „opancerzonym” crossoverom.
Obsługa codzienna – wszystko tam, gdzie się tego spodziewasz
Przełączniki w Civicu IV to lekcja ergonomii sprzed ery dotykowych ekranów. Dźwigienki przy kierownicy mają wyraźne skoki, pokrętła nawiewu chodzą z lekkim oporem, a przyciski są wystarczająco duże, by trafić w nie w rękawiczkach. Nie ma tu miejsca na „modne” rozwiązania typu sterowanie wszystkim z jednego pokrętła – każda funkcja ma swoje fizyczne miejsce.
Po kilkunastu kilometrach jazdy kierowca przestaje patrzeć na przełączniki. Regulacja nawiewu, świateł czy wycieraczek odbywa się „na pamięć”, co w samochodzie dającym tyle frajdy z prowadzenia nie jest błahostką – uwaga zostaje tam, gdzie powinna, czyli na drodze.
Jakość wykonania i akustyka – szumy zamiast „wygłuszonego akwarium”
Civic IV nie udaje auta premium. Drzwi są lekkie, blachy stosunkowo cienkie, a wygłuszenie ograniczone. Przy miejskich prędkościach nie przeszkadza to wcale, przy autostradowych pojawia się wyraźny szum powietrza i odgłos pracy silnika. Dla jednych – wada, dla innych naturalne tło do „mechanicznego” charakteru auta.
Zaskakuje natomiast solidność montażu. W wielu egzemplarzach po ponad trzech dekadach plastiki nie skrzypią bardziej niż w kilkuletnich, tańszych współczesnych modelach. Przyczyną nie jest magia, tylko prosta konstrukcja: mniej ozdobnych paneli, mniej łączeń, mniej elementów, które mogą się rozklekotać.
Mit mówi: „japońce z tamtych lat rdzewieją, to i wnętrze musi się sypać”. Korozja rzeczywiście lubi progi, nadkola i podłogę, ale kabina – jeśli nie była zalewana wodą – wytrzymuje zadziwiająco dobrze. Najczęstsze bolączki to pęknięte mocowania nawiewów, wykruszone zaczepy schowka, czasem luźne kratki nawiewu. To raczej kosmetyka niż problem konstrukcyjny.
Detal, który robi różnicę – widoczność i geometria szyb
W Civicu IV łatwo ocenić gabaryty auta. Krawędź maski jest dobrze widoczna, tylna szyba w hatchbacku kończy się niemal „przy samym tyłku”, a słupki A nie zasłaniają połowy skrzyżowania. W praktyce oznacza to mniej manewrowania „na ślepo” i większą pewność podczas dynamicznej jazdy po krętych drogach.
Wielu kierowców, przesiadając się z nowych aut, przeżywa mały szok: kolejny zakręt nagle „widać”, a nie trzeba go zgadywać zza grubych słupków. To drobiazg, który mocno wspiera poczucie jedności z samochodem – widzisz drogę, czujesz koła, ręce i nogi robią resztę.
Gdzie dziś jest Civic IV na mapie klasyków i youngtimerów?
Od taniego „pierwszego auta” do poszukiwanego projektu
Jeszcze kilkanaście lat temu Civic IV był głównie tanim, zużytym kompaktem dla początkujących kierowców. Niskie koszty paliwa, prosta mechanika i spora wytrzymałość zachęcały, żeby go „dobijać”, a nie restaurować. Dziś sytuacja się odwraca: zdrowe egzemplarze zaczynają znikać, a ceny rosną, szczególnie za wersje 3-drzwiowe i CRX-a.
Rynek wyraźnie się podzielił:
- zmęczone, nisko wycenione auta po modyfikacjach „na kolanie”,
- zadbanie, często seryjne egzemplarze w rękach pasjonatów, trzymające cenę.
Mit, który wciąż krąży: „Civica IV kupisz za grosze, najwyżej będzie do roboty”. Rzeczywistość jest bardziej brutalna – tanio można kupić głównie bazę do generalnego remontu blacharskiego i mechanicznego. Kalkulacja „odrobię to po trochu” często kończy się dwukrotnością pierwotnego budżetu.
Korozja i blacha – główna bariera wejścia
Technika Civica IV starzeje się godnie, ale blacha jest jego piętą achillesową. Kluczowe punkty kontroli przed zakupem to:
- progi, zwłaszcza okolice łączeń z podłogą,
- nadkola tylne, wewnętrzne krawędzie i ranty,
- mocowania tylnej belki i zawieszenia,
- miejsce pod zbiornikiem paliwa,
- podszybie i okolice podstawy przedniej szyby.
Ładny lakier z zewnątrz niewiele znaczy, jeśli pod spodem wszystko jest już „na sitko”. Naprawy blacharskie tych miejsc są czasochłonne i wymagają kogoś, kto rozumie, że to lekkie auto, a nie terenówka – łatanie grubymi, ciężkimi wstawkami psuje i wytrzymałość, i właściwości jezdne.
Oryginał czy projekt? Dwie drogi, dwa światy
Civic IV funkcjonuje dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach. Pierwsza to egzemplarze zachowane blisko serii – często w rękach osób, które znają historię auta od nowości. Druga to projekty: od delikatnie podkręconych streetów po bezkompromisowe torówki.
Jeśli celem jest auto klasyczno-rekreacyjne, lepszym wyborem jest możliwie seryjna baza: fabryczne fotele, oryginalna kierownica, stockowe zegary. Odwracanie dziesiątek drobnych przeróbek – instalacji audio, dziur pod przełączniki, przerabianych wiązek – potrafi być bardziej frustrujące niż remont silnika.
Z kolei ktoś, kto marzy o torowej zabawce, nie musi za wszelką cenę szukać „kolekcjonerskiego” egzemplarza. Auto z poprawnie wykonanymi, rozsądnymi modyfikacjami, ale słabszą kosmetyką, bywa tańszą i mądrzejszą bazą. Kluczem jest jakość wykonania, nie ilość części z katalogu tuningowego.
Dostępność części – jeszcze jest dobrze, ale nie „za darmo”
Mechanicznie Civic IV jest wciąż wdzięcznym pacjentem. Rozrządy, elementy zawieszenia, hamulce, sprzęgła – to wszystko można bez problemu kupić w zamienniku, często w kilku poziomach jakości. Honda dostarcza też część elementów jako OEM, choć ceny potrafią zaskoczyć w górę.
Gorzej jest z drobiazgami nadwoziowymi i wnętrzem:
- uszczelki szyb i drzwi – coraz trudniejsze do zdobycia w dobrej jakości,
- oryginalne listwy i emblematy – często tylko z demontażu,
- plastiki wnętrza w rzadkich kolorach – praktycznie tylko rynek wtórny.
Mit: „do japońców wszystko jest dostępne, bo to popularne auta”. Popularność pomaga przy częściach eksploatacyjnych, ale nie przy elementach specyficznych dla generacji. Tutaj liczą się kontakty w środowisku i cierpliwość, czasem też import używek z zagranicy.
Scena i społeczność – wiedza zamiast mitologii
Civic IV ma w Polsce i Europie dojrzałą społeczność. Fora, grupy, zloty – to nie tylko parada aut na sprężynach z marketu, ale coraz częściej spotkania ludzi, którzy świadomie inwestują w swoje egzemplarze. Plusem jest ogromna baza wiedzy technicznej i praktycznych porad, także w temacie swapów i regeneracji zawieszenia.
Minus? Wraz z popularnością rośnie liczba „legend warsztatowych”: magiczne oleje, cudowne modyfikacje dolotu, „patenty” na obniżanie bez zmiany geometrii. Osoba, która dopiero wchodzi w świat Civica, szybko słyszy skrajne opinie – od „zostaw wszystko seryjne” po „tnij, spawaj, będzie się trzymać”. Rozsądne podejście leży pośrodku: korzystać z doświadczeń innych, ale sprawdzać, czy stoją za nimi realne przebiegi i czas na torze, a nie tylko ładne zdjęcia.
Civic IV jako klasyk użytkowy – jeździć czy oszczędzać?
Naturalne pytanie właścicieli brzmi: czy takim autem „wypada” jeszcze normalnie jeździć, czy lepiej trzymać je pod kocem. Civic IV całkiem nieźle odnajduje się jako klasyk użytkowy. Prosta mechanika lubi regularne kilometry bardziej niż długie przestoje, a spalanie i dostępność części sprawiają, że weekendowe wypady nie rujnują budżetu.
Sensowny kompromis to:
- konserwacja podwozia po sezonie „solnym”,
- rzadkie, ale świadome wyjazdy zimą,
- garażowanie lub przynajmniej solidny pokrowiec na zewnątrz.
Civic IV z zadbaną blachą, utrzymany technicznie i używany regularnie co jakiś czas odwdzięcza się tym, co jest jego największą wartością: lekką, mechaniczną jazdą bez filtrów, elektronicznych protez i przesadnej izolacji. Dla wielu osób to wystarczający powód, by znosić jego kaprysy wieku i drobne niedogodności codziennego użytkowania.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Dlaczego Honda Civic IV jest dziś tak ceniona jako youngtimer?
Bo łączy bardzo prostą, klasyczną technikę z wrażeniami z jazdy, których często brakuje w nowszych kompaktach. Niska masa, podwójne wahacze przy każdym kole i wysokoobrotowe silniki sprawiają, że auto reaguje szybko i przewidywalnie, a kierowca czuje, co dzieje się z kołami.
Mit mówi, że to „tylko stary kompakt z Japonii”. W praktyce to przykład innej szkoły projektowania: mało elektroniki, dużo mechaniki i koncentracja na prowadzeniu. Dlatego Civic IV jest jednocześnie ciekawym klasykiem na niedzielne przejażdżki i dobrą bazą pod projekty torowe.
Czy Honda Civic IV naprawdę prowadzi się lepiej niż Golf II i inne kompakty z epoki?
W dobrze utrzymanym egzemplarzu różnica bywa wyraźna. Civic IV ma pełne podwójne wahacze przy każdym kole, co w tej klasie było rzadkością. Zawieszenie lepiej trzyma geometrię w zakręcie, a przód ma dobrą trakcję i chętnie „wgryza się” w asfalt, zwłaszcza na porządnym ogumieniu.
Golf II jest stabilny i przewidywalny, ale bardziej „miękki” w reakcjach. Civic reaguje szybciej na ruch kierownicą i daje więcej informacji w dłoniach. Właśnie to wielu kierowców odbiera jako „sportowe” prowadzenie – nie przez moc silnika, ale przez sposób, w jaki auto słucha poleceń.
Jakie silniki w Hondzie Civic IV są najbardziej cenione?
W codziennym użytkowaniu popularne są jednostki D-series – lekkie, oszczędne, chętne do obrotów. Dobrze znoszą wysokie przebiegi, o ile mają regularnie wymieniany olej i rozrząd. Wersje z wtryskiem paliwa są łatwiejsze w zestrojeniu i bardziej przewidywalne niż gaźniki.
Największy „kult” mają jednak silniki B-series, zwłaszcza z VTEC. To one dają ten charakter „ciągnie od dołu, ale ożywa naprawdę wysoko”. Mit, że „bez VTEC nie ma sensu” jest przesadzony – w lekkim Civic’u nawet słabsze D-series potrafi dać sporo frajdy, właśnie dzięki małej masie auta.
Czy do Hondy Civic IV wciąż są dostępne części zamienne?
Tak, dostępność części to jeden z powodów, dla których ten model trzyma się tak dobrze na rynku youngtimerów. Oryginały Hondy robią się droższe i czasem trzeba ich szukać dłużej, ale wciąż można trafić na nowe lub magazynowe zapasy, zwłaszcza w Japonii i USA.
Poza tym istnieje duży wybór zamienników oraz ogromny rynek używek i części tuningowych – efekt lat popularności w motorsporcie i wśród fanów modyfikacji. Czasem więcej czasu schodzi na wybór dobrej jakości elementu niż na samo znalezienie czegokolwiek.
Czy Honda Civic IV to dobre auto na pierwszy klasyk lub projekt „garażowy”?
Dla wielu osób to wręcz idealny start. Prosta mechanika, mało elektroniki i sporo miejsca w komorze silnika sprawiają, że większość podstawowych prac da się zrobić w garażu z zestawem zwykłych narzędzi. Serwisówki są łatwo dostępne, a społeczność Hondziarzy szybko podpowiada, co i jak.
Mit, że „stare japońskie auto = wieczny problem z częściami i korozją” w przypadku Civica IV nie do końca się broni. Owszem, progi, nadkola i podłoga potrafią zgnić, ale to raczej kwestia historii egzemplarza niż wady konstrukcyjnej. Jeśli znajdzie się zdrową bazę blacharską, reszta zwykle jest już kwestią czasu i pracy, nie heroicznych poszukiwań.
Czym Honda Civic IV różni się od wcześniejszych generacji Civica?
Największy skok jakościowy widać między III a IV generacją. Civic IV dostał pełne podwójne wahacze przy każdym kole, lepszą aerodynamikę, nowsze silniki D-series i dostęp do jednostek B-series na wybranych rynkach. Wnętrze stało się solidniejsze i lepiej wykończone, choć nadal proste i funkcjonalne.
Można powiedzieć, że „czwórka” to początek złotej ery Hondy: konstrukcja wciąż lekka i nieskomplikowana, ale już z techniką, która wcześniej była zarezerwowana dla droższych i bardziej sportowych modeli. Dlatego wielu fanów uważa IV generację za pierwszy naprawdę „dojrzały” Civic.
Czy Civic IV nadaje się do jazdy na co dzień, czy lepiej traktować go tylko jako weekendowego klasyka?
Technicznie bez problemu może służyć na co dzień – to nadal kompakt segmentu C, projektowany jako rodzinno-miejski samochód. Silniki dobrze znoszą przebiegi, zawieszenie nie jest ekstremalnie twarde, a części eksploatacyjne są dostępne. Trzeba się tylko pogodzić z gorszym wyciszeniem i mniejszą ilością „asystentów” niż w nowych autach.
Różnica jest taka, że Civic IV daje więcej „mechanicznego” kontaktu z drogą. Jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do nowych, cięższych hatchbacków i grubego wygłuszenia, początkowo może uznać go za głośniejszy i „sztywniejszy”. Dla fanów prostych, komunikatywnych aut to nie wada, tylko sedno całej zabawy.
Najważniejsze punkty
- Civic IV to lekki kompakt segmentu C (ok. 900–950 kg), który dzięki korzystnemu stosunkowi masy do mocy (75–130 KM) prowadzi się żwawiej, niż sugerują „suche” dane katalogowe.
- Kluczową przewagą techniczną są podwójne wahacze przy każdym kole – rozwiązanie z aut sportowych, dające precyzyjne prowadzenie, stabilny kąt pochylenia kół i bardzo czytelne informacje z układu kierowniczego.
- Wysokoobrotowe silniki serii D i B (szczególnie z VTEC) nadają autu charakter, który dziś jest rzadkością: lubią wysokie obroty, reagują chętnie na gaz i zachęcają do aktywnej jazdy, zamiast „turbo z dołu i koniec zabawy”.
- Jako youngtimer Civic IV przyciąga połączeniem klimatu przełomu lat 80./90. (ostre linie, duże szyby, prosty kokpit) z wciąż zaskakująco nowoczesnym prowadzeniem – to nie tylko „ładne pudełko”, ale pełnoprawne auto do jazdy.
- Mit „to tylko stary, tani kompakt” rozmija się z rzeczywistością: w porównaniu ze współczesnymi miejskimi hatchbackami Civic jest lżejszy, mniej odizolowany i daje znacznie więcej mechanicznego „czucia” drogi, co doceni ktoś, kto lubi bezpośrednią reakcję auta.
- Prosta mechanika i niewielka ilość elektroniki sprawiają, że Civica IV da się serwisować „w garażu”, a szeroka dostępność części oryginalnych, zamienników i podzespołów tuningowych ułatwia zarówno utrzymanie, jak i modyfikacje.
Źródła informacji
- Honda Civic 1988–1991 Service Manual. Honda Motor Co. (1987) – Dane techniczne, zawieszenie z podwójnymi wahaczami, silniki D- i B-series
- Honda Civic 1200–1600 Owners Workshop Manual. Haynes Publishing (1990) – Parametry modeli IV generacji, masa, moce, wersje nadwoziowe
- Honda Civic (1972–2000) – The Complete Story. The Crowood Press (2001) – Historia rozwoju Civica I–VI, tło rynkowe i technologiczne
- Automobil Revue / Revue Automobile – Katalog modeli 1988–1992. Hallwag Verlag – Katalogi rocznikowe z danymi technicznymi Civica IV i konkurentów






